|
Kontynuujemy nasze wirtualne rozważania bardzo realnych
problemów praktyki Metody Chopina.
A dokładniej mówiąc, klawiatury -
sprawiają, że wciskanie, gniecenie lub uderzanie w klawisze, czyli -
niekontrolowane kierowanie znacznych ilości NIE TYLKO FIZYCZNEJ energii pionowo w dół, TRADYCYJNIE wydaje
się być jedynym możliwym sposobem wydobycia fortepianowego dźwięku. Lektura szczegółowych notatek z lekcji ok.
dwudziestoletniego Ferenca Liszta prowadzonych przez panią Augustę Boissier
upoważnia do stwierdzenia, że przy całej swej pianistycznej i kompozytorskiej
genialności - niestety, właśnie młody Liszt może być uznany za ojca
chrzestnego tego tradycyjnego kierunku w pedagogice fortepianu, zabójczego
nawet dla tylko troszeczkę MNIEJ NIŻ BARDZO WYBITNIE uzdolnionych adeptów
fortepianu. Musimy sobie uświadomić - kto, jak
utalentowany i po jakie nauki przybywał do Liszta do Weimaru (było to, rzecz
jasna, znacznie później); Liszt prowadził coś w rodzaju Centrum Szlifu
Artystycznego dla najwybitniejszych z wybitnych młodych pianistów z terenu
całej Europy. Jego pedagogika natomiast nawet nie miała szansy zmierzenia się
z muzyczną "plus-minus" średnią miarą talentu (średnio zdolnych
odsyłal natychmiast do innych nauczycieli) i DLATEGO branie jego zaleceń pod
uwagę w zwykłej praktyce szkolnej chyba powinno być wręcz ZAKAZANE PRAWEM! (za
chwilę: przypadek Panny Boissier...). Szczególnie fatalne skutki przyniósł fakt
rozpowszechniania proponowanych przez Liszta "metod ćwiczenia"
wzdłuż i wszerz Europy przez dziesiątki jego byłych uczniów, którzy na ogół
krótko przebywali pod jego opieką pedagogiczną, a w dodatku nie jest pewne
czy zawsze mieli ochotę się uczyć... "Metoda" młodego Liszta? Gorąco
polecam ten link! Dodajmy ze smutkiem, że wedle takiej
metody (link powyżej) można pracować długie dni, tygodnie i lata, nabawiając
się jedynie bólu w rękach, pustki w głowie oraz żalu w sercu... O ile akurat nie jest się posiadaczem
talentu o sile przynajmniej 50% talentu Liszta. Czy ktoś się zgłasza?
Próbuje się "wielu bezużytecznych i
nudnych praktyk, aby nauczyć gry na fortepianie; nie mają one jednak nic
wspólnego ze studiowaniem tego instrumentu. To tak, jakby ktoś uczył się na
przykład chodzenia na głowie, aby wybrać się na przechadzkę." Cytat pochodzi z książki: Fryderyk Chopin, Szkice do Metody gry
fortepianowej, MI, Kraków 1995
Gdyż istnieje doprawdy genialne,
zaskakująco proste, prawdziwie ZGODNE Z NATURĄ MUZYKI (płynnie rozwijającej
się w CZASIE) wyjście z owego fatalnego dla wielu, nawet bardzo zdolnych
pianistów "błędnego koła" w poglądach na kwestie teorii i
praktyki w kształcenia techniki gry na fortepianie. I jego Autorem jest właśnie FRYDERYK CHOPIN.
Jest pierwszym w historii rozstrzygnięciem
uwzględniającym nie tylko ewidentnie widzialne (realne), ale także niedostrzegalne dla amatorów
(wirtualne) czynniki, które rzeczywiście WARUNKUJĄ
sprawność funkcjonowania aparatu gry pianisty. I jest zupełnie bez znaczenia Czy chcemy pracować nad utworami Chopina,
grać jazz, rapa, muzykę pop, Sonaty Beethovena, czy jakiekolwiek inne
utwory powstałe na przestrzeni ostatnich paru setek lat: - zasady pracy nad techniką gry
zawsze są te same: Pianista musi PRZEDE WSZYSTKIM wiedzieć,
jakie cechy wyobrażonego oraz realnie brzmiącego dźwięku muszą być w pracy
nad warsztatem instrumentalnym bezwzględnie wzięte pod uwagę, czyli: jaki ma
być ich koloryt wyrazowo-emocjonalny, czas trwania (ekspozycja) i dynamika
brzmienia NA TLE obrazu całości oraz w jakich proporcjach te jakości mają być
uwypuklone w brzmieniu, którego aktualnie poszukuje...
Aktualizacja: 2007-02-07 |